Obserwatorzy

Pierwsze zabawy z pyłkiem z Aliexpress ;)

Witajcie :)

W blogosferze jakiś czas temu był szał na pyłki które dają efekt płynnego metalu na paznokciach. Ja mimo tego, że z takimi nowinkami jestem na bieżąco to jeśli chodzi o samo posiadanie zawsze jestem daleko w tyle :P W końcu zdecydowałam się, że i ja chcę mieć takie "cuś" a, że nie lubię na takie "gadżety" wydawać zbyt dużo to zamówiłam sobie na próbę pyłek z Aliexpress.
Samego pyłku nie ma za wiele w opakowaniu, ale używa się go minimalne ilości także zanim skończy się sam pyłek to szybciej skończy się na niego moda :P
Na zdjęciu widać dwie wersje. Jedna jest na czarnym lakierze (ta ciemniejsza) a druga na samym topie na "gołym" wzorniku.
Jak widać im ciemniejsza baza tym wyraźniejszy efekt :)
Postanowiłam pokombinować coś na paznokciach. Jako bazy użyłam hybrydy z Semilac 130 Sleeping Beauty.
Na pierwszy raz nie chciałam pyłku na całych pazurkach a tylko jako akcent aby sprawdzić jak się będzie zachowywać w akcji :P
Ciekawe kiedy nie wytrzymam i pokryję tym wszystkie paznokcie :P
A Wy lubicie taki efekt?


Lirene Retinol D-Forte - Maska spektakularne odżywienie i ujędrnienie (60+)

Witajcie :)

W ostatniej paczce od Lirene znalazłam kilka kosmetyków dla mojej mamy. Z racji tego, że w momencie otrzymania kosmetyków, mama była w trakcie używania innych kremów to testowanie zaczęła od odżywczej i ujędrniającej maski do twarzy.
Moja mama nie jest dobra w opisywaniu kosmetyków dlatego postanowiłam, że ta recenzja będzie raczej na zasadzie wypunktowanych plusów i minusów niż typowo opisowa :)
Żeby mamie było łatwiej, zadawałam jej konkretne pytania, na podstawie których jestem w stanie wypunktować cechy produktu :)
Chciałam też zaznaczyć, że zapisywałam wszystkie spostrzeżenia mojej mamy, nawet takie na które sama nigdy nie zwróciłabym uwagi (choćby to, że maska zajmuje mało miejsca w łazience :P)
Maska zamknięta jest w tubce o pojemności 50 ml./ Cena; ok. 27 zł
PLUSY:
- ładna kolorystyka i design
- wygodne opakowanie (smukła tubka stojąca "na głowie", zajmuje mało miejsca)
- zwarta, kremowa konsystencja (co widać na zdjęciu poniżej)
- ładny, delikatny zapach, nie duszący
- jest to maska której nie trzeba zmywać (to był duży plus dla mamy, ja osobiście wolę takie które trzeba zmyć, ale moja mama była zachwycona takim rozwiązaniem)
- maska wchłania się do całkowitego matu, nie ma tłustej czy lepkiej warstwy, skóra się nie świeci. (mama powiedziała, że spokojnie mogłaby używać jej rano i chodzić tak cały dzień bo skóra wygląda po niej świetnie)
- twarz już po pierwszej aplikacji była gładka i przyjemna w dotyku (sama sprawdzałam ;P)
- produkt jest wydajny i spokojnie starcza na kilkanaście aplikacji
- maska nie podrażniła skóry (mama ma skórę naczynkową) nie wystąpiły zaczerwienienia czy uczulenie.
- rano skóra wygląda promiennie, jest dobrze nawilżona
MINUSY:
Brak ;)
Mamie praktycznie wszystko podoba się w tej masce. Używa jej z przyjemnością a to chyba najważniejsze :)
Na kolejną "gościnną" recenzję trzeba będzie trochę poczekać bo mama niedawno (z dużym entuzjazmem) zaczęła używać kremów z tej serii :)

buziaki i do następnego :)

Majowe denko - 2017

Witajcie :)

Kolejny miesiąc praktycznie za nami więc pora na projekt denko :)
1. Dove, żel pod prysznic - Moje ulubione żele. Maja kremową konsystencję i nie wysuszają skóry a wręcz ją nawilżają :) Polecam
2. Farmona Radical, mgiełka wzmacniająca do włosów - Nie zauważyłam żeby choć trochę zahamowała wypadanie włosów. W sumie to nie zauważyłam jakichkolwiek efektów. Szkoda.
3. Ziaja, oliwkowe mydło pod prysznic - Z racji tego że mam sporo żeli w zapasie to używałam go jako mydła do rąk i spisywał się świetnie. Dobrze się pienił, ładnie pachniał i niwelował brzydkie zapachy.
4. Alverde, kofeinowy szampon - Miał za zadanie wzmocnić moje włosy czego podobnie jak w przypadku mgiełki, nie zauważyłam, ale dobrze oczyszczał włosy więc nie mam mu tego za złe ;)
5. Lirene, 3w1 żel myjący + peeling + maska - Używałam go jedynie jako peelingu przed maseczkowaniem i spisywał się świetnie. Dobrze ścierał naskórek i przygotowywał skórę do przyjęcia dobroczynnych składników maski :)
6. Pollena Eva, krem przeciwzmarszczkowy jagody goji - U mnie ten krem się nie sprawdził. Po jego użyciu moja skóra była zaczerwieniona więc oddałam go na próbę mamie i u niej było ok. Zużyła cały krem i nie miała problemu z zaczerwienieniem skóry.
7. Bielenda, fluid matujący - Jak dla mnie podkład prawie idealny. Dobrze kryje, matowi i wyrównuje koloryt skóry, do tego jest tani :)
8. Naturalissa, kwas Alfa Liponowy w Liposomach - RECENZJA tutaj
9. Vichy Aqualia Thermal - Kremy z Vichy bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Szczególnie upodobałam sobie serię Idealia, choć tej też nie mam nic do zarzucenia :)
10. Essie, lakier do paznokci - możecie zobaczyć go w akcji TU 
11. Catrice, Liquid Camouflage - Mój ulubieniec, dobrze wygląda pod oczami i zakrywa moje zasinienia :D z resztą większość z Was też go uwielbia :D
Koniec.
Dziękuję za uwagę i zapraszam ponownie :D

Manicure - różowo-brzoskwiniowe paznokcie + naklejki wodne

Witajcie :)

Po ostatnim granatowym zdobieniu pora powrócić do bardziej wiosenno-letnich kolorów. Przeglądając moje lakiery, odgrzebałam już w sumie zapomniany przeze mnie różowo-brzoskwiniowy lakier z Miss Sporty.
Dodałam do niego naklejki wodne z motywem kwiatowym i całość prezentuje się tak...
Jak Wam sie podoba? :)

Lirene vital code, wygładzający MULTI olejek do ciała

Witajcie :)

Jeśli chodzi o moją codzienną pielęgnację nigdy nie przepadałam za olejkami. Nie lubię ich tłustej konsystencji i unikałam nakładania ich na ciało, twarz czy włosy. Dosyć dawno w moje ręce wpadły dwa olejki do ciała od Lirene. Długo broniłam się przed ich stosowaniem aż w końcu na początku kwietnia sięgnęłam po jeden z nich. Na pierwszy ogień poszedł wygładzający MULTI olejek z serii Vital Code.
Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 150 ml. Posiada atomizer, który znacznie ułatwia nakładanie olejku. Podczas pierwszej aplikacji byłam mile zaskoczona jak produkt zachowuje sie na skórze. Po kilku minutach całkowicie się wchłania i nie pozostawia tłustej powłoki (tego czego bałam się najbardziej). Kosmetyk nie wałkuje sie podczas rozsmarowywania i bardzo ładnie pachnie.
Zapach jakiś czas utrzymuje się na skórze. Olejku zaczęłam używać na początku kwietnia a jak wiadomo temperatury za oknem nas wtedy nie rozpieszczały i w sumie dzięki temu zauważyłam, że przy pierwszej aplikacji nie ma tego uczucia zimna na skórze jakie towarzyszy przy pierwszym kontakcie balsamu ze skórą. W sumie nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale spodobało mi się to, że przy kontakcie ze skórą nie czuję chłodu :) Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi :)
Olejek jest mega wydajny. Używam go już prawie dwa miesiące a nie doszłam jeszcze do połowy opakowania. Podczas stosowania miałam również obawy o plamienie ubrań czy pościeli, ale na szczęście nie ma tego zjawiska. Ubrania i pościel mogą czuć się bezpiecznie ;)
Konsystencja jak przystało na olejek jest rzadka i oleista, ale dzięki atomizerowi nie ma problemu, że wylejemy go za dużo na dłoń.
Dzięki temu produktowi coraz bardziej przekonuję się do olejków. Sprawdza się u mnie naprawdę dobrze i lubię po niego sięgać podczas codziennej pielęgnacji :)

A Wy jaki macie stosunek do wszelkiego rodzaju olejków?

Nie-wiosenne zdobienie ;)

Witajcie :)

Kilka postów wcześniej mogliście poczytać o moich zakupach z Aliexpress. Tam pokazywałam m. in. prostokątną płytkę do stempli :)
Już raz ją wykorzystałam do złotych liści. Dziś zrobiłam to ponownie :P
Tym razem nie jest to nic wymyślnego i w iście jesienno-zimowych kolorach :P
Mało skomplikowane a jednak moim zdaniem prezentuje się dość ciekawie :)
Uwielbiam tą płytkę. Jak widać wzory bardzo dobrze się odbijają  :D
Polecam!

W duecie raźniej :)

Witajcie :)

Dziś w sumie taki luźny post na temat dwóch produktów, które osobno to takie średniaki, ale w duecie spisują się dużo lepiej :)
Mowa o micelarnym żelu do oczyszczania twarzy z błękitną algą od Lirene i korundzie kosmetycznym.
I może od żelu zacznę.
Żel zamknięty jest w plastikowej butelce z pompką. Kolorystyka przyjemna dla oka, utrzymana w odcieniach błękitu.
Kosmetyk jest przezroczysty o konsystencji wodno-żelowej. Według producenta można go używać na dwa sposoby:
- jako micelarny żel do demakijażu bez użycia wody
- jako żel myjący do użycia z wodą
Niestety w obu przypadkach spisał się kiepsko. Ciężko mu szło z domywaniem makijażu w obu sposobach. Jak przystało na taki kosmetyk w ogóle się nie pieni co w przypadku stosowania go jako żel myjący niestety mi przeszkadzało. U mnie takie produkty muszą się pienić bo jeśli tego nie robią to mam wrażenie, że po prostu nie domywają mi twarzy.
Korund kosmetyczny to inaczej tlenek aluminium, który jest w postaci mega drobno zmielonego proszku. Używa się go do mikrodermabrazji czyli najprościej mówiąc jest to peeling ;) Korund sam w sobie oczywiście nie jest zły i tu nie mam w sumie zastrzeżeń, no ale wiadomo, że samego proszku nie da się używać i trzeba go z czymś zmieszać. Można to zrobić najprościej z wodą, ale wtedy mam wrażenie, że jest dla mnie za ostry. Długo zastanawiałam się czego mogłabym używać w duecie no i w końcu padło na wyżej wymieniony żel micelarny.
Nakładam dwie pompki na dłoń, sypię małą ilość korundu, mieszam ze sobą i taką mieszanką wykonuję masaż twarzy :D
Taki zabieg stosuję przeważnie przed maseczkowaniem, czyli 2-3 razy w tygodniu.
Uważam, że oba kosmetyki bardzo dobrze uzupełniają się nawzajem.
Zamiast kiepskiego żelu i proszku peelingującego na który w sumie nie miałam jako tako pomysłu mam bardzo fajny żel który świetnie złuszcza martwy naskórek :)