Witajcie :)
Ostatnio miałam to szczęście i wpadła w moje ręce zielona maskara od Essence. Ja z reguły jestem tradycjonalistką jeśli chodzi o kolor moich rzęs dlatego też do tego tuszu podchodziłam bardzo, ale to bardzo sceptycznie.
Opakowanie z pewnością przyciąga wzrok a to za sprawą jaskrawych kolorów, które przywołują w myślach cieple i słoneczne lato :) Szczoteczka jest prosta bez "krzywizn" i innych udziwnień o standardowej wielkości.
Początkowo długo zastanawiałam się jaki makijaż zrobić do tuszu bo nie chciałam go nakładać na "gołe" oko. Użyłam kilku odcieni zieleni, no ale oczywiście mój aparat zrobił sobie ucztę i zjadł kolory.
Sam kolor maskary wydaje się być żywy i nasycony, ale mam wrażenie że z upływem czasu staje się ciut ciemniejszy i ta jaskrawość lekko zanika. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kolor na tyle intensywny, że rzęsy są faktycznie mocno zielone :)
Szczerze powiedziawszy to trochę odetchnęłam z ulgą bo spodziewałam się dużo gorszego efektu no ale nie oszukujmy się jest to kolor typowo związany z latem. Mam ochotę połączyć go z miętowymi cieniami cieplejszymi niż te co użyłam teraz, myślę, że może to wyglądać jeszcze lepiej :) Może jak najdzie mnie ochota to coś takiego zmaluję i pokażę co mi z tego wyszło :)
Tusz ma za zadanie zwiększać objętość, u mnie fajnie rozczesał rzęsy przez co optycznie stały się gęstsze więc obietnica w pewnym stopniu została spełniona :) Nie osypuje się i nie rozmazuje (nie ma efektu zielonej pandy :P)
Ogólnie mój sceptycyzm do kolorowych maskar nieco zmalał i kto wie może kiedyś skuszę się na inny kolor :)
A Wy jaki macie stosunek do kolorowych tuszy?
